sobota, 26 stycznia 2008

Upokorzenie

Ludzie nie lubią być upokorzenie, zdeptani, wzgardzeni. I trudno im/nam się dziwić. Przecież to nic przyjemnego.

Upokorzenia naszego życia

Upokorzeni zostajemy w wielu momentach naszego życia. Zarówno w życiu rodzinnym, w pracy, w szkole, na ulicy, w barze, na boisku, w sklepie, itp. itd.
Można by rzec, że jest to dla nas naturalne, jak oddychanie, wydalanie czy widzenie otaczającego nas świata.

I upokorzenie jest wszędzie, przed nami, za nami, obok nas i najgorsze, że jest także w nas. Nie tylko to upokorzenie, którego jesteśmy sprawcami, ale i to upokorzenie, które zostało już nam "ofiarowane".

Mało kto potrafi na dłuższą metę przejść do porządku dziennego nad upokorzeniem. Albo wcześniej albo później to wychodzi z nas. W którymś momencie nasze umysły, nasze działanie, nasze ciało, ogólnie cali my, aż kipimy od tego co nas spotkało od innych ludzi. Możemy kipieć po cichu, niezauważalnie, ale zawsze w jakiś sposób kipimy.

Czasami wydaje mi się, że to coś odkłada nam się w organizmie, jak Rteć. Jest toksyczne i truje. Choć może to nie jest dobry przykład. W końcu często upokorzenie daje nam pretekst do działania pozytywnego. Otwiera nam oczy. Sprawia, że zdajemy sobie sprawę, że albo zmienimy coś, albo następne upodlenie zabije nas wewnętrznie i 'zmotywuje' w efekcie do działania ostatecznego, wymierzonego siebie.

Najgorszy rodzaj upokorzenia.

No to chyba ten, który dostajemy dając. To jest upokorzenie najbardziej bolesne. Tak jest na każdym etapie życia. Dla przykładu paroletni brzdac (z gatunku takich z programu Superniani, ale nie tylko) opluwa własną matkę, która daje mu codziennie tyle miłości, zaharowuje się i robi wszystko by był szczęśliwy. Albo nastolatka w porywie złości, że nie dostała pozwolenia na nocną imprezę, puszcza wiązankę bolesnych słów, do matki, której jedyną winą była troska o latorośl i próba wpojenia określonych wartości. W końcu ludzie którzy opiekują się swoimi bliskimi, w bardzo zaawansowanym wieku. Którzy często muszą znosić upokorzenia, już nie do końca tych samych ludzi, których zniszczyła choroba i starość.

Jest jeszcze drugi rodzaj bardzo mocnego upokorzenia, który po części wiąże się z upokorzeniem dającego. Bo przecież kochając dajemy. Dajemy z siebie wszystko, bo to jest esencja, esencja tego co w nas najlepszego i widoczny objaw miłości do drugiego człowieka. Tak np. jest z przyjaciółmi, których kochamy, a dla których nagle stajemy się niewidzialni, przezroczyści, jakoby nie istniejemy, albo jeszcze gorzej jakoby nigdy nie istnieliśmy.
Problem bitych żon (w dobie równouprawnienia także i mężów), które często ciągle kochają i starają sie z całych sił zasłużyć już nie na miłość tej drugiej strony, ale na choć odrobinę szacunku, które nie otrzymują.


Ukorzenie to złe uczucie (?)

Upokorzenie to złe uczucie. Mimo, że dzięki niemu istniejemy tak naprawdę. Pamiętam kiedyś skarżyłem się na problemy (już sam nie pamiętam z czym, ale bodajże z łydką) mojemu trenerowi. A on uśmiechnął sie i powiedział z lekkim przekąsem coś w stylu: "Boli? To dobrze. Przynajmniej wiesz, że żyjesz!".

Oczywiście trudno jest człowiekowi upodlonemu, w sposób jaki my tylko widzimy na filmach, jest popatrzyć na to w taki sposób. Nawet bardzo religijni ludzie nie są w stanie w takich chwilach(upokorzenia) uśmiechnąć się i z radością przyjąć ten krzyż. Bo przecież nikt nie chce cierpieć. Nawet ludzie, którzy zapracowali na pogardę o ile tylko mają na tyle uczucia w sobie nie chcą czuć pogardy i upodlenia.

Ogromne upokorzenie może być albo wyrokiem śmierci, albo trampoliną do życia, jeśli tylko potrafimy skorzystać podejść do niego, z otwartym sercem i jednocześnie zaciśniętymi do walki pięściami.

PS. Nie wierzę w śmieszne teksty o nadstawianiu drugiego policzka. Trzeba się nie dać i codziennie oddawać spokój by zyskać spokój.


4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dzięki własnie mnie ktoś upokorzył i otworzyłam oczy ...

weak-kneed pisze...

Czasem jedno z upokorzeń jakich doznajemy, staje się kolejnym punktem zwrotnym historii naszego życia.

Anonimowy pisze...

Chciałam wyrzucić z siebie to co siedzi w srodku...to moje ostatnie upokorzenie.Odrzucił mnie facet...ale to nic nie pierwszy i nie ostatni pewnie raz.Boli sposób w jaki to zrobił:planowalismy wspólny wyjazd do Jarocina, kupione karnety.Pozytywne sygnały z obu stron.Dzień przed wyjazdem:cios, niespodziewany zupełnie...najpierw kłamstwa,kręcenie.Pojechał tam z inna, odkupując ode mnie bilet...nie widząc w tym nic nietaktownego.TUPET!!I dodam na koniec,że proponuje jeszcze pzryjaźń...
Mam dylemat bo go lubięę...a upokorzenie może przejdzie;)

weak-kneed pisze...

Po prostu, kiedy już emocję trochę opadną. Stań obok. Popatrz z dystansu.

Życie jest takie proste, a ludzie czasem masochistycznie go komplikują.